wtorek, 8 maja 2012

"Schody w wielkim mieście" cz. 1 czyli Kinga Kaniewska i jej opowieści grozy, wrrr

W jednym z centrum handlowych w Warszawie, pokój matki z dzieckiem świetnie oznakowany, zamknięty na klucz. Klucze nosi przy sobie szef ochrony, po 40 minutach poszukiwań, okazuje się, że klucze z szefem pojechały na tygodniowy urlop.

Inne miejsce publiczne w Warszawie - jest piękny pokój do przewijania dziecka, ale dostęp do niego dzielą 4 schody! Niby nic, ale albo dziecko pod pachę i masę tobołów, lub wózek na barana- każda z opcji jest śmieszna.

Masakra, że w niektórych miejscach przeznaczonych do przewijania dziecka jest włączona klimatyzacja- Arkadia- zimno jak w lodowce. Już nie wspomnę o braku umywalki czy krzesła, by przysiąść i nakarmić dziecko.

Absurdów jest mnóstwo, no cóż wynika, że projekty nie były robione przez mamy....

niedziela, 6 maja 2012

Konkurs, konkurs...

Czy poruszając się po mieście z wózkiem lub na wózku spotykacie się z absurdalnymi reakcjami na wasze potrzeby? Czy karmiąc piersią w miejscu publicznym spotkałyście się z reakcjami tak szokującymi, że aż niewiarygodnymi? Czy pytając o przewijak usłyszałyście, że to nie lotnisko międzynarodowe!? Jeśli tak, opiszcie to i wyślijcie do nas na adres niewczask@yahoo.com. Będziemy publikować wasze relacje na blogu, a 17 maja, w dniu inauguracji kampanii „O Mamma Mia! Tu wózkiem nie wjadę!” nagrodzimy najbardziej absurdalną historyjkę książką niespodzianką. Zapraszajcie do udziału w konkursie również swoje znajome i znajomych ;)))

wtorek, 27 marca 2012

O Mamma Mia ale tu śmierdzi!

Właśnie byłam w Urzędzie Miasta Praga- Północ. Generalnie wszystko pięknie, podjazd, otwierane automatycznie drzwi dla matek z wózkami lub dla osób niepełnosprawnych, jest od razu przy wejściu kącik zabaw dla dzieci i wielkimi literami- pomoc dla matek karmiących. Och. Ach. Byłam zachwycona. Idę do łazienki, klucz u ochrony, ale wszystko fajnie bo to obok- dają klucz tzn. że nie każdy ma wstęp. Okej wchodzę (byłam z dzieciakami) i BUCH myślałam, że padnę, zwalił mnie z nóg taki smród, że o Mamma Mia nie dałam rady. Poszliśmy do toalety obok, ogólnie dostępnej i bez podziału na płcie i dało się przeżyć. Wracam i oddaje klucz zwracając uwagę, że standard tej toalety jest tragiczny, a babka mi mówi, że wie o tym, że tak juz jest od dawna i da sie nic zrobić(????). Zapytałam w takim razie o pomoc dla karmiących matek. Zaprosił mnie Pan do swojego pomieszczenia biurowego 2 na 2. Na fotelu przy biurku przed komputerem można sobie pokarmić. Ale przynajmniej w odosobnieniu wiec już nie narzekam. Powiedziałam więc Panu, ze jestem z Fundacji MaMa i chciałam sprawdzić przystosowanie urzędu dla matek. No i Pan się zrobił czerwony, zaczęły się tłumaczenia. Jak tylko wspomniałam Panu co myślę o toalecie, gdzie nie da się stanąć nawet w drzwiach, a co dopiero przewinąć dziecko. Musieli by mnie długo torturować żebym tam weszła jeszcze raz (tego mu nie powiedziałam). Więc toczy się bój o firmę sprzątającą już od dawna (?). Więc, mówię, że wystarczy mopem przetrzeć podłogę. Wiec on wyskakuje z tekstem, że „mieszkańcy Pragi nie dbają o higienę, wiec czemu tu się dziwić” … na boga… tu trzeba wzywać Agencje Ochrony Środowiska, ale dobra, wystarczy, że Pan sam tam pójdzie, a nie wysyła matki z dziećmi. Musiałam się z wami tym podzielić, bo ignorancja tak podstawowych i prostych spraw jak umycie toalety (choć tą trzeba by było już tylko wyburzyć!) okazuje się wielkim problemem, trudnym do rozwiązania. Jak dla mnie dobry standard toalety z przewijakiem byłby tutaj ważniejszy nawet od kącika zabaw.
MJ

poniedziałek, 19 marca 2012

ZAPROSZENIE NA DEBATĘ pt. „PRACA W DOMU TO TEŻ PRACA”

W imieniu Fundacji MaMa zapraszamy na debatę pt. „PRACA W DOMU TO TEŻ PRACA”,która odbędzie się 27 marca (wtorek) 2012 roku, w godzinach 13.00 -14.30 w KANCELARII PREZESA RADY MINISTRÓW, Al. Ujazdowskie 1/3, 00-583 Warszawa
(Sala Świetlikowa)

Zakres tematyczny spotkania to:
1) Opieka nad dziećmi i osobami starszymi
2) Emerytury kobiet
3) Sytuacja osób samozatrudnionych
4) Edukacja

W debacie udział wezmą:
- Agnieszka Kozłowska – Rajewicz, Pełnomocniczka Rządu do Spraw Równego Traktowania
- Wanda Nowicka, posłanka Ruchu Palikota, wicemarszałek VII kadencji Sejmu RP
- Joanna Kluzik Rostkowska, posłanka Platformy Obywatelskiej
- Ludwik Dorn, poseł Solidarnej Polski
- Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska, posłanka Sojusz Lewicy Demokratycznej
- Andżelika Anna Możdżanowska – senatorka Polskiego Stronnictwo Ludowego
- Beata Szydło – posłanka Prawa i Sprawiedliwość
- Danuta Duch-Krzysztoszek, prof. dr hab. Instytut Filozofii i Socjologii, Polskiej Akademii Nauk w Warszawie
- Sylwia Chutnik, prezeska Fundacji MaMa
- Anna Pietruszka – Dróżdż, koordynatorka projektu Fundacji MaMa
Spotkanie jest część projektu „Koło Gospodyń Miejskich. Projekt na rzecz równego podziału
obowiązków domowych” realizowanego przez Fundacje MaMa od 2010 roku. W ramach projektu
Koła Gospodyń Miejskich przeprowadziłyśmy badania i opublikowałyśmy „Listę czynności
domowych”, w konsekwencji której powstały w 2010 roku rekomendacje dotyczące nieodpłatnej
pracy domowej kobiet, przekazane do polskiego rządu.

R.S.V.P do dnia 26 marca 2012 r.
Kontakt: Anna Pietruszka-Dróżóż Tel. 697-971-113 ania@fundacjamama.pl

wtorek, 14 lutego 2012

Matka jako goryl w klatce

Jak to jest, być na macierzyńskim? No, nie będzie to jakieś specjalnie odkrywcze, ale bywa różnie. Przede wszystkim jest inaczej właściwie pod każdym względem. Największą zmiana dotyczy chyba aspektu logistyczno-towarzyskiego, dla mnie było to zupełnie nowe doświadczenie życiowe.

Świeżo upieczona mama musi najpierw stopniowo opanować tę sytuacje, która na początku może wydawać się jakimś armagedonem: jak tu w ogóle wyjść z domu z noworodem? Kogo najpierw ubrać – ważne szczególnie zimą, co ze sobą zabrać (niezbędnik rozrasta się do rozmiarów potężnej walizy, i w sumie wygląda taka matka jak na gigancie), o której wychodzić – trzeba w końcu wcelować pomiędzy posiłkami i najchętniej w drzemkę… A dzieciak na etapie zamykania drzwi najczęściej i tak robi kupę, więc wszystko trzeba z powrotem odpakować. Potem slalom z wózkiem, w zależności od pory roku za przeszkody robią hałdy szarego śniegolodu lub sterty liści. Bez względu na porę roku: źle zaparkowane samochody, krzywe chodniki oraz psie kupy. Temat barier architektonicznych w przestrzeni publicznej to nasz konik – w końcu o tym jest cała O mamma mia! Tu wózkiem nie wjadę – i mogłybyśmy tu napisać encyklopedię grzechów większych i mniejszych. Po kilku tygodniach ma się opracowaną trasę, i jak ten koń w klapkami się nią łazi 3x dziennie. Super. Wtedy przychodzi czas na odbudowanie życia towarzyskiego – w końcu mamy masę czasu, nic nie robimy, no nie? Wreszcie sobie pochodzimy na kawkę w ciągu dnia, bez pośpiechu i w ogóle luzik… No tylko że jakoś nie ma z kim, bo wszyscy albo pracują albo udają że pracują, żeby tylko nie spotkać się z nudną i monotematyczną mamuśką z dzieckiem. Bo można się zarazić, nie? Niektóre szczęściary mają zsynchronizowane przyjaciółki – ich życie rozwija się i wchodzi na kolejne etapy równolegle, więc właściwie niewiele trzeba zmieniać. Reszta, która nie miała tego szczęścia i wyrwała się z ciążą jako pierwsza w towarzystwie, niestety cierpi samotność wobec zastosowanego ostracyzmu, co albo wepchnie je w ramiona mamusiek z pobliskiego parku albo zamkną się w sobie jak małż. Można też zamknąć się w towarzystwie mamusiek. Ostatni dylemat to dokąd pójść? Jeśli mamy to „szczęście” i mieszkamy w dużym mieście, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że ktoś przedsiębiorczy otworzył tzw. kawiarnię dla mam z dziećmi w miarę niedaleko od naszego domu. Nisza „kawiarni dla mam z dziećmi” jest chyba najbardziej dochodową gałęzią gastronomii: nigdzie indziej nie trzeba płacić 8 złotych za kubek soku czy 14 złotych za kawałek zwykłego murzynka (szumnie zwanego brownie), spożywanych jedną ręką i z czającym się atakiem serca (bo zaraz jakieś szalejące w okolicy dziecko wyleje na siebie lub na nas zawartość kubka z gorącą kawą), w hałasie i sajgonie gorszym niż na dworcu PKP w godzinach przedświątecznego szczytu. No i powiedzmy sobie otwarcie: kogo na to stać???

W sumie wychodzi na to, że taka matka na macierzyńskim jest jak w klatce: z jednej strony bariery czysto organizacyjne, najprostsze do przezwyciężenia, z drugiej – bariery architektoniczne, o których istnieniu nawet sobie nie zdawałyśmy wcześniej sprawy, z trzeciej – bariery psychologiczne, bo w końcu nie jest fajnie ciągle się stresować, że dzieciak zacznie płakać i ktoś krzywo spojrzy, albo że trzeba będzie publicznie nakarmić i ktoś nas upomni, albo że każde wsiadanie do autobusu czy tramwaju wymaga niezliczonej liczby uprzejmych uśmiechów i przeprosin wobec fukających współpasażerów, a z czwartej w końcu – bariery ekonomiczne, no bo kogo stać na takie kawiarniane życie codziennie?

Macie pomysł, jak wypuścić matki z klatek????

czwartek, 9 lutego 2012

W obronie zdrowego wkurzenia

Miałam napisać dalszy ciąg o konieczności poszanowania prywatności ciężarnych i kobiet w ogóle, ale natchnęło mnie w zupełnie innym temacie: oburzenia. Otóż przyznam się: ja często się wściekam, chociaż może po prostu zwyczajnie funkcjonuję naturalnie na podwyższonych obrotach. Mówię dużo, głośno, egzaltowanie i (czego się wstydzę) niecenzuralnie. Spóźnienia autobusu są „dramatyczne”, w kolejce w sklepie po 30 sekundach „trafia mnie szlag”, upał/mróz (niewłaściwe skreślić) – jest zawsze „nie do zniesienia”, a kilkadziesiąt razy dziennie „załamuję się totalnie” porażającą durnotą i absurdalnością spotykających mnie sytuacji. Taką reakcję wywołała u mnie ostatnio sprawa Dworca Centralnego: po prostu nie mieści mi się w głowie, że można za grube miliony (50!!!!) wyremontować budynek, i nadal pozostawić go równie niedostępnym dla osób z wózkami i na wózkach jak przedtem. Jak tylko o tym pomyślę to mi ciśnienie skacze. O, teraz :)

No ale zostawmy dworzec, bo chciałam o czymś innym. Te wszystkie moje „wkurze” i „załamki” są takim sobie gadaniem. Tak na serio to mnie wkurza właściwie tylko jedno pytanie „A po co ty się tym tak denerwujesz?”, w domyśle: to i tak nic nie zmieni. I jeszcze jak czasami usłyszę „złość piękności szkodzi” to mam ochotę przyłożyć.

Moja mądra przyjaciółka uświadomiła mi, że w samej nazwie „emocje” tkwi niezmiernie ważna informacja: e-motio, czyli coś, co wprawia w ruch. Nas wprawia, ludzi! To emocje leżą u podstaw jakiejkolwiek motywacji do działania, bez emocji bylibyśmy osobowościowo „ciepłymi kluchami” bez żadnej pasji. Z racjonalnego punktu widzenia chęć zmieniania świata jest oczywiście kompletnie pozbawiona sensu, ale przecież do boju nie pcha nas mózg tylko EMOCJE!! W końcu nie na darmo mówi się o wojujących feministkach ;)

I warto, abyśmy jak najdłużej miały w sobie żar, pasję, chęć do zmiany, wkurzenie i inne „bezsensowne emocje” bo jest jeszcze tyle do zrobienia, że nie możemy się teraz zatrzymać!